3 sposoby na ciekawy widok z okna

Na to, jak wygląda wnętrze naszego domu, mamy pewien wpływ. Jak duży, to zależy od kilku czynników, na przykład od tego, czy mieszka z nami kot lub teściowie. Przyjmijmy jednak optymistyczne założenie, że jesteśmy panami na włościach i tylko od nas zależy, co mamy w domu i czy chce nam się to sprzątać.

Nieco gorzej przedstawia się sprawa widoku z okna. Nie zawsze jest on bowiem wart oglądania, a czasem nawet, dla własnego zdrowia psychicznego, należałoby go unikać. Pewien mój znajomy miał na przykład w bloku naprzeciwko sąsiadkę, która całe dnie przesiadywała roznegliżowana na balkonie, obdarzając wszystkich swoimi wdziękami. Prawdopodobnie była przekonana o własnej urodzie, niestety, była to osoba w stylu Violetty Villas, co było dosyć dziwne, bowiem, kiedy pani Violetta przyszła na świat, owa sąsiadka prawdopodobnie była na nim obecna już od dłuższego czasu. Kobiecina nadal jednak żyła w przeświadczeniu o swoich wyjątkowych walorach i chętnie prezentowała je nieszczęsnym sąsiadom.

Jest to może drastyczny przypadek, ale chodzi o uświadomienie pewnego problemu co zrobić, jeśli widok z okna nie powala swoją uroda? (Nawet, jeśli sam sądzi inaczej?)

Istnieje kilka rozwiązań. Można na przykład uzbroić nasze okna w gęste firanki, dodatkowo stwarzając barierę z rolet. Na rynku obecnych jest tyle wzorów, że na pewno znajdziemy coś dla siebie: istnieją rolety poziome, pionowe, rzymskie, austriackie, japońskie, a prawdopodobnie i tak wszystkie pochodzą z Chin. Przynajmniej ich elementy. Cóż, globalizacja.

Można również zaopatrzyć się w kilka kwiatków doniczkowych, które stworzą nam małą dżunglę i odwrócą naszą uwagę od widoku, który rozciąga się za nią. Jest jednak pewna sprawa, o której powinniśmy pamiętać otóż, jeżeli jest to okno od sypialni, nie powinno tam stać zbyt dużo kwiatów. Jak to? Przecież rośliny wytwarzają tlen. Owszem, wytwarzają tlen w dzień. W nocy z powrotem go zjadają, wytwarzając dwutlenek węgla. Pozostaje nam więc ograniczyć ich ilość, albo spać przy rozszczelnionych oknach. Co jest pewnym rozwiązaniem, dopóki sąsiadka nie zacznie śpiewać nam serenady.

W ostateczności można też zrobić coś z samymi szybami. Na przykład ich nie myć. Jest to jednak dość drastyczne rozwiązanie i może razić nasze poczucie estetyki nie mniej, niż widok sąsiadki. Lepszą metodą jest zaopatrzyć się w sklepie dla plastyków w jakieś fajne szablony i spray i w zależności od pory roku i naszej fantazji, namalować sobie na szybie śnieżynki (w zimie), dynie i nietoperze (na Halloween), czy wyspy z palemką (w upalne lato). Można też spróbować speszyć panią sąsiadkę, malując wielkie wielkie serce na szybie może pomyśli, że w końcu zdobyła wielbiciela i nie musi już więcej się starać?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *